Od czego zależy poczucie własnej wartości?

poczucie własnej wartości w relacjach

Dwie osoby słyszą tę samą informację:

„Tym razem wybraliśmy do tego projektu kogoś innego.”

Jedna myśli:

„Szkoda. Liczyłam na ten projekt. Widocznie tym razem nie wypadłam najlepiej. Spróbuję następnym razem.”

Druga:

„Wiedziałam. Zawsze wybierają kogoś lepszego. Widocznie nie jestem wystarczająco dobra.”

Wydarzenie jest podobne.

A jednak każda z tych osób może wyjść z niego z zupełnie innym obrazem siebie.

To, co różni te dwie osoby, może mieć związek z ich poczuciem własnej wartości — a dokładniej z tym, jak nauczyły się postrzegać siebie i innych.

Poczucie własnej wartości nie powstaje z niczego

Nie rodzimy się z gotową odpowiedzią na pytanie:

„Czy jestem OK?”

Tego, jak myślimy o sobie, uczymy się w relacjach z innymi.

Dziecko obserwuje, jak dorośli reagują na jego potrzeby, błędy, emocje, sukcesy i porażki. Słyszy słowa, ale równie dużo uczy się z tego, czego doświadcza.

Czy może mieć własne zdanie?

Czy może się pomylić?

Czy ktoś pomoże mu, kiedy sobie nie radzi?

Czy jego wartość zależy od tego, jak dobrze spełnia oczekiwania?

Czy może być kochane i ważne również wtedy, kiedy jest smutne, złe, nieposłuszne albo czegoś nie potrafi?

Z tych wszystkich doświadczeń dziecko stopniowo tworzy pewien obraz siebie i innych.

Nie robi tego świadomie.

Nie siada przecież któregoś dnia i nie mówi:

„Od dzisiaj przyjmuję przekonanie, że nie jestem wystarczająco dobra.”

Raczej zaczyna wnioskować.

„Skoro ciągle słyszę, że robię wszystko źle, może rzeczywiście coś jest ze mną nie tak.”

„Skoro moje zdanie nikogo nie interesuje, może nie jest ważne.”

„Skoro inni są ciągle porównywani ze mną i wypadają lepiej, może jestem gorszy.”

I takie wnioski mogą z czasem stać się bardzo głęboką częścią sposobu, w jaki patrzymy na siebie.

„Ja jestem OK – Ty jesteś OK”

W Analizie Transakcyjnej taki sposób patrzenia na siebie i innych opisują między innymi pozycje życiowe.

Jedną z nich jest: Ja jestem OK – Ty jesteś OK.

Nie oznacza ona: „Jestem świetny, a wszyscy mnie podziwiają.”

Nie oznacza też przekonania, że zawsze mam rację, wszystko potrafię i nigdy nie popełniam błędów.

Bardziej chodzi o podstawowe przekonanie: „Moja wartość jako człowieka nie zależy od tego, czy właśnie odniosłem sukces, czy popełniłem błąd.”

Mogę czegoś nie wiedzieć. Mogę się pomylić. Mogę usłyszeć krytykę. Ktoś może mnie nie wybrać. Ktoś może mieć inne zdanie.

A jednak nie oznacza to: „Ze mną jest coś nie tak.”

To właśnie dlatego poczucie własnej wartości nie musi oznaczać ciągłego dobrego myślenia o sobie.

Można być z siebie niezadowolonym i nadal czuć, że jestem OK.

Można uznać: „Tym razem nie dałem sobie rady.” bez przechodzenia do: „Jestem beznadziejny.”

Kiedy „Ja nie jestem OK” zaczyna być filtrem

Inaczej może wyglądać życie osoby, która ma mocno utrwalone przekonanie: „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK.”

Jeżeli takie przekonanie powstało bardzo wcześnie, późniejsze doświadczenia mogą zacząć być przez nie interpretowane.

Ktoś mnie krytykuje: „Wiedziałem. Znowu zrobiłem coś źle.”

Ktoś odnosi sukces: „On po prostu jest lepszy ode mnie.”

Ktoś się ze mną nie zgadza: „Pewnie nie mam racji.”

Ktoś mnie odrzuca: „Widocznie nie jestem wystarczająco dobry.”

A pochwała? „Mówi tak tylko dlatego, że chce być miły.”

Sukces? „Tym razem mi się udało.”

Porażka? „Wiedziałem, że tak będzie.”

I tutaj zaczyna się coś bardzo ciekawego.

Zaczynamy potwierdzać to, w co już wierzymy

Jeżeli gdzieś głęboko mam przekonanie: „Nie jestem wystarczająco dobry”, to nie tylko inaczej interpretuję rzeczywistość.

Mogę też zacząć funkcjonować w taki sposób, który podtrzymuje ten obraz siebie.

Mogę nie zgłaszać się do nowych zadań, bo przecież „inni zrobią to lepiej”.

Mogę wybierać sytuacje, w których prawdopodobnie poczuję się gorszy.

Mogę wycofywać się, zanim ktoś zdąży mnie ocenić.

Mogę pomniejszać swoje sukcesy i bardzo długo rozpamiętywać błędy.

Mogę też wchodzić w relacje, w których znów będę czuć się mniej ważny, mniej kompetentny czy mniej wartościowy.

Nie dlatego, że świadomie chcę sobie coś udowodnić.

Po prostu znany sposób patrzenia na siebie zaczyna wpływać na to, czego się podejmuję, jak reaguję i jak interpretuję to, co mnie spotyka.

I wtedy może powstać błędne koło:

„Nie jestem OK” → zachowuję się w sposób, który zwiększa szansę na doświadczenie własnej niewystarczalności → dostaję potwierdzenie → „wiedziałem”.

To nie znaczy, że sami świadomie aranżujemy sobie życie po to, żeby cierpieć.

Raczej zaczynamy poruszać się po świecie w sposób zgodny z tym, co stało się dla nas znajome.

To działa także w drugą stronę

Pozycja życiowa nie dotyczy wyłącznie obrazu siebie.

Możemy również patrzeć na świat z pozycji: „Ja jestem OK – Ty nie jesteś OK.”

Wtedy problemem nie musi być poczucie własnej wartości.

Może pojawić się przekonanie: „To ja wiem najlepiej.” „Na innych nie można polegać.” „Jeśli sama tego nie zrobię, nikt tego dobrze nie zrobi.”

I znów — nasze zachowania mogą zacząć potwierdzać wcześniejszy obraz.

Jeżeli nie ufam innym, trudno mi będzie naprawdę poprosić o pomoc.

Jeżeli nikomu nie pozwalam się do siebie zbliżyć, trudno mi doświadczyć, że relacja może być bezpieczna.

A później mogę pomyśleć: „Wiedziałem. Na nikim nie można polegać.”

Jak zmienia się ten sposób patrzenia na siebie?

To, że określony sposób myślenia o sobie powstał dawno temu, nie oznacza, że musi pozostać z nami na zawsze.

W dorosłym życiu możemy zacząć zauważać:

„W jakich sytuacjach automatycznie czuję się gorszy?”

„Co robię, kiedy ktoś mnie krytykuje?”

„Czy potrafię przyjąć pochwałę, czy od razu ją pomniejszam?”

„Czy traktuję pojedynczy błąd jak informację o tym, co zrobiłem, czy jak dowód tego, kim jestem?”

To właśnie tutaj zaczyna się możliwość zmiany.

Nie chodzi o to, żeby wmówić sobie: „Jestem wspaniały.”

Chodzi raczej o możliwość powiedzenia:

„Mogę zrobić coś źle i nadal być OK.”

„Mogę czegoś nie potrafić i nadal być OK.”

„Możesz mnie nie wybrać, skrytykować albo się ze mną nie zgodzić — a moja wartość nie znika.”

Być może więc pytanie o poczucie własnej wartości nie zawsze musi brzmieć: „Co mam zrobić, żeby bardziej w siebie uwierzyć?”

Czasami warto zapytać inaczej: „Z jakiego miejsca patrzę dzisiaj na siebie?”

I czy ten sposób patrzenia rzeczywiście należy jeszcze do mnie?