Po co mi są ataki paniki?

Po co mi są ataki paniki?

Czy objaw może czasami pełnić funkcję ochronną?

Kiedy pojawia się atak paniki, najczęściej chcemy jednego: żeby jak najszybciej się skończył.

Serce zaczyna bić bardzo szybko.
Trudno złapać oddech.
Pojawia się napięcie, drżenie, zawroty głowy.
Może pojawić się poczucie, że zaraz wydarzy się coś strasznego albo że tracimy kontrolę.

Nic dziwnego, że pierwsze pytanie brzmi: „Jak sprawić, żeby to się nie powtórzyło?”

To ważne pytanie. Ale w psychoterapii można czasami zadać również inne:

„Po co mi ten objaw?”

Nie oznacza to, że każdy atak paniki ma jedno konkretne znaczenie.

Nie ma też jednej odpowiedzi, która pasowałaby do każdej osoby.

Możemy jednak spróbować przyjrzeć się temu, w jakich sytuacjach pojawia się lęk, co go poprzedza i jaką funkcję może pełnić w życiu konkretnej osoby.

Jedną z hipotez może być funkcja ochronna.

Czasami objaw może próbować nas przed czymś chronić

Nasz organizm ma system alarmowy.

Kiedy rozpoznaje zagrożenie, uruchamia reakcję, która ma pomóc nam się ochronić.

W przypadku ataku paniki alarm może uruchomić się bardzo gwałtownie — czasami nawet wtedy, kiedy nie ma bezpośredniego zagrożenia zewnętrznego.

To, że alarm jest nadmierny albo pojawia się w niewłaściwym momencie, nie oznacza jednak, że organizm działa przeciwko nam.

Jego zadaniem jest ochrona. I tutaj pojawia się pytanie:

Jeśli w moim przypadku atak paniki pełni funkcję ochronną, to przed czym może mnie chronić?

Nie musimy od razu znać odpowiedzi. Możemy zacząć jej szukać.

Czy lęk może czasami zastępować inne uczucie?

W Analizie Transakcyjnej mówi się o uczuciach autentycznych i uczuciach pasożytniczych.

Uczucie autentyczne jest adekwatną reakcją emocjonalną na sytuację i może pomóc nam rozpoznać, co się z nami dzieje i czego potrzebujemy.

Uczucie pasożytnicze może natomiast pojawiać się zamiast innego uczucia — takiego, którego z jakiegoś powodu trudno nam przeżywać lub wyrażać.

Nie musi być to świadomy proces.

Możemy nauczyć się, że pewne emocje są dla nas trudne, nieakceptowane albo niebezpieczne w relacji z innymi.

Wtedy możemy zacząć reagować w sposób, który kiedyś był nam potrzebny, ale dzisiaj niekoniecznie nam służy.

Jedną z hipotez, którą można czasami sprawdzić, jest więc pytanie:

Czy mój lęk może pojawiać się zamiast innego, trudniejszego dla mnie uczucia?

Co może być pod lękiem?

To może być złość.

Ale równie dobrze smutek, żal, bezradność, wstyd albo jakaś niezaspokojona potrzeba.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć:

„Skoro mam ataki paniki, to znaczy, że tłumię złość.”

Tego nie możemy założyć. Możemy natomiast zacząć się zastanawiać:

Co działo się we mnie, zanim pojawił się lęk?

Co wydarzyło się chwilę wcześniej?

O czym wtedy myślałem/myślałam?

Co czułem/czułam?

Czego potrzebowałem/potrzebowałam?

Czy było jakieś uczucie, którego szczególnie trudno było mi wtedy dopuścić do siebie?

A może nie znajdziemy tam żadnego innego uczucia.

I to również jest ważna informacja.

Czasami łatwiej się bać niż czuć coś innego

Wyobraźmy sobie osobę, która przez długi czas bardzo dużo znosi.

Nie pozwala sobie na złość.
Trudno jej powiedzieć: „Mam już dość”.
Nie chce nikogo zawieść.
Ma poczucie, że powinna sobie poradzić.

Napięcie narasta.

W pewnym momencie pojawia się silny lęk.

Nie możemy powiedzieć, że właśnie dlatego pojawił się atak paniki.

Możemy jednak postawić hipotezę:

Może lęk stał się uczuciem, które łatwiej tej osobie przeżywać niż złość, bezradność czy poczucie, że sama czegoś potrzebuje.

Może wtedy pytanie: „Czego się boję?” nie wyczerpuje tego, co warto zbadać.

Może warto dodać: „Co jeszcze dzieje się we mnie?”

A jeśli uda się zobaczyć, co jest pod lękiem?

Załóżmy, że podczas terapii ktoś zaczyna zauważać, że silny lęk pojawia się szczególnie wtedy, kiedy jest zły, ale trudno mu tę złość poczuć i wyrazić.

To nadal tylko hipoteza.

Nie oznacza, że znaleźliśmy „prawdziwą przyczynę” ataku paniki.

Ale może pojawić się ważne odkrycie: „Kiedy jestem zły, bardzo szybko zaczynam się bać.”

I wtedy można zacząć sprawdzać:

Co sprawia, że złość jest dla mnie tak trudna?

Czego się obawiam, kiedy ją czuję?

Czy nauczyłem/nauczyłam się, że złość jest czymś złym albo zagrażającym relacji?

Czy potrafię powiedzieć:

„Nie zgadzam się.”

„Mam dość.”

„Jestem zły/zła.”

A przede wszystkim: Czy mogę nauczyć się przeżywać i wyrażać złość w inny sposób, zamiast za każdym razem reagować lękiem?

Właśnie tutaj samo rozpoznanie mechanizmu może stać się początkiem zmiany.

Bo jeśli wcześniej znana była tylko droga:

złość → napięcie → lęk → atak paniki,

to z czasem może pojawić się możliwość zbudowania innej:

złość → zauważenie jej → nazwanie → wyrażenie → poradzenie sobie z tym, co dzieje się w relacji.

Nie oznacza to, że od tej chwili ataki paniki po prostu znikną. Zmiana zwykle nie jest aż tak prosta.

Ale pojawia się coś ważnego: nowa możliwość reagowania.

Objaw nie jest świadomym wyborem

Warto o tym pamiętać.

Mówienie o możliwej funkcji ochronnej objawu nie oznacza, że człowiek „wywołuje sobie atak paniki, żeby czegoś uniknąć”.

Nie wybiera świadomie ani lęku, ani objawu.

Psychika i ciało są bardziej złożone.

Ataki paniki mogą mieć różne przyczyny i uwarunkowania, a to, co ma znaczenie dla jednej osoby, nie musi mieć takiego samego znaczenia dla innej.

Dlatego w psychoterapii takie wyjaśnienia można traktować jako hipotezy do sprawdzenia, a nie jako gotowe odpowiedzi.

Zrozumienie to początek zmiany

Oczywiście chcemy, żeby ataki paniki ustąpiły.

Ale samo pytanie: „Jak sprawić, żeby przestały?” nie zawsze wystarcza.

Czasami warto również przyjrzeć się temu:

W jakich sytuacjach pojawia się mój lęk?

Co dzieje się ze mną tuż przed nim?

Jakie emocje, potrzeby albo konflikty mogą się wtedy pojawiać?

Być może wśród tych odpowiedzi znajdzie się również taka: „Może mój lęk przed czymś mnie chroni.”

Nie zawsze tak będzie. Ale jeśli tak jest, warto spróbować zobaczyć — przed czym.

Bo kiedy zaczynam rozumieć, co uruchamia mój lęk i jaką funkcję może pełnić, pojawia się możliwość szukania innych sposobów radzenia sobie.

Może zamiast tłumić złość, mogę nauczyć się ją rozpoznawać i wyrażać.

Może zamiast ignorować własne potrzeby, mogę zacząć je zauważać i o nich mówić.

Może zamiast próbować wszystko kontrolować, mogę stopniowo uczyć się radzić sobie z tym, czego nie da się kontrolować.

Rozumienie nie jest końcem pracy. Jest jej początkiem.

Bo kiedy zaczynam lepiej rozumieć siebie, mogę zacząć wybierać inaczej.

A zmiana często właśnie na tym polega: nie na tym, żeby walczyć ze sobą i za wszelką cenę pozbyć się objawu, ale żeby znaleźć nowe sposoby radzenia sobie z tym, co wcześniej było dla mnie zbyt trudne.

W gabinecie psychoterapeutycznym nie zawsze szukamy jednej przyczyny objawu.

Czasami wspólnie przyglądamy się temu, w jakich sytuacjach się pojawia, co go poprzedza, jakie emocje i potrzeby są wtedy obecne oraz jakie znaczenie może mieć dla konkretnej osoby.

Nie po to, żeby znaleźć jedną właściwą odpowiedź.

Ale po to, żeby lepiej rozumieć, co się ze mną dzieje — i sprawdzić, czy mogę zacząć reagować inaczej.

Bo ostatecznie nie chodzi tylko o to, żeby lepiej rozumieć swój lęk.

Chodzi o to, żeby dzięki temu rozumieniu móc żyć trochę inaczej.